Kancelaria Sukurs Radca Prawny Daniel Jurewicz

„Prawo Agaty” vs. Prawo polskie.

„Prawo Agaty” vs. Prawo polskie.

Zacznę od tego, że nie śledzę serialu „Prawo Agaty”. Nie oglądam tego serialu, ponieważ zdarza się, że irytują mnie niektóre zabiegi twórców (nie wiem czy celowe czy przez nieuwagę), które z rzeczywistością nie mają wiele wspólnego.

Uspokajam czytelników i zgadzam się, że nie jest to serial dokumentalny i nie jest jego celem propagowanie wiedzy prawniczej czy procesowej. Mam świadomość, że twórcy chcą przyciągnąć widzów akcją i losami bohaterów, a nie przewlekłą nudą sądową.

 

W przeciwieństwie do realiów serialowych - nie jest prawdą, że rozprawy są wyznaczane z dnia na dzień, nawet z tygodnia na tydzień, rzadko się zdarza, że z miesiąca na miesiąc. Nie jest też prawdą, że to prawnik (radca prawny, adwokat) poszukuje dowodów w postaci świadków. Taki radca czy adwokat może niestety narazić się z tego powodu na postępowanie dyscyplinarne i pożegnać się z zawodem. Poza tym rozmowa ze świadkiem może być potraktowana jako namawianie świadka na konkretne zeznania i świadek staje się w oczach sądu niewiarygodny, czym można zaszkodzić klientowi. 

 

Niemniej pozwólcie, że podzielę się swoimi uwagami dotyczącymi odcinka 7 z 3 sezonu, do obejrzenia którego zachęciła mnie żona.

Tematyka poniekąd z mojego podwórka, a zatem do dzieła.

 

Zacznę od rozwodu i aspektu głosowania nad wersją wyroku. To oczywiście prawda, tak prawidłowo powinna przebiegać narada. Sędzia zawodowy i dwóch ławników ustalają w oparciu o materiał sprawy (dowody) czy orzec rozwód i ewentualnie z czyjej winy. Może się zatem teoretycznie zdarzyć sytuacja, że zawodowy sędzia zostanie przegłosowany przez ławników (nie będę tu się odnosił do serialowego wątku prawdopodobnej łapówki dla ławnika – warto tylko odnotować, że jest to przestępstwo traktowane na równi z przekupstwem sędziego). Na szczęcie sędziemu w takich przypadkach przysługuje instytucja „zdania odrębnego”. Jeśli się na to zdecyduje to pisząc uzasadnienie do wyroku, zastrzega, że z poszczególnymi twierdzeniami składu orzekającego się nie zgadza i dlaczego. Konia z rzędem temu, kto obroni taki wyrok w sądzie drugiej instancji. Rację zatem miała bohaterka serialu mówiąc, że sąd apelacyjny zmieni wyrok.

 

Kolejne wątki fabuły odcinka z grubsza trzymają się prawdy. Z tą różnicą, że w sprawie spadkowej nie do końca dowiadujemy się czego domaga się nijaki Cybulski. Chce 200 tys. zł od męża swojej matki, bo ta zmarła i zostawiła po sobie spadek.

Po pierwsze scenarzyści nie wyjaśnili widzowi czy już w przeszłości doszło do postępowania o stwierdzenie nabycia spadku. Jest to postępowanie, na mocy którego sąd formalnie określa kto i w jakim ułamku otrzymuje spadek (chodzi tu o spadek jako taki a nie konkretne rzeczy). Jeżeli założyć, że w serialowej historii takie postępowanie się odbyło, na co wskazuje chociażby odnaleziony z trudem testament w sądzie rejonowym, w którym to postępowaniu Cybulski został pominiety - to bohater powinien dochodzić zmiany tego postanowienia, ewentualnie jego uchylenia. Dlatego wątek żądania 200 tys. zł ot tak bo był kiedyś jakiś spadek, z punktu widzenia polskiego prawa jest abstrakcyjny.

Odnośnie natomiast zmiany swojego żądania w trakcie rozprawy z żądania 200 tys. zł na żądanie zachowku, to niestety nie jest to możliwe tak „z marszu”. Żądzą tym określone reguły, ale o tym może innym razem. W kontekście serialu muszę tylko powiedzieć, że nie jest to tak oczywiste i proste jak zrobił to bohater w czasie serialowej rozprawy (na marginesie wspomnę jeszcze, że niedopuszczalne jest, aby w trakcie posiedzenia w sądzie – sąd stwierdził, że już wstępnie obliczył zachowek i wynosi on tyle i tyle – o tym strony dowiedzą się z orzeczenia końcowego - czy w ogóle należy się zachowek i jeśli tak to w jakiej wysokości).

 

Wreszcie ostatni wątek odcinka, batalia o władzę rodzicielską zasadniczo trzyma się sądowych realiów, z kilkoma zastrzeżeniami.

Tak czysto techniczne to matka dziecka pomimo, że jest adwokatem występowałaby w sądzie bez togi, ponieważ jest stroną, a nie pełnomocnikiem strony, ale to szczegół.

Co do meritum problemu, to w rzeczywistości sąd kładłby dużo mniejszy nacisk na problemy ewentualnych nieprawidłowych podpisów matki dziecka pod fikcyjnym fakturami. Najważniejsze dla sądu w sprawie dotyczącej władzy rodzicielskiej jest, które z rodziców posiada większe kompetencje rodzicielskie. Mówiąc bardziej obrazowo ważniejsze dla sądu byłoby czy ojciec dziecka potrafi zmienić mu pieluchę i dobrać żywność do potrzeb dziecka (alergie, choroby itp.) niż to czy matka dziecka wystawiła „lewe” faktury. Naturalnie postawa rodzica jest oceniana w całości, czyli jak prowadzi swoje życie, czy nie jest zamieszany w przestępcze działania; to wszystko ma znaczenie jednak oceniane zawsze przez pryzmat dobra dziecka i wpływu tego zachowania na dobro dziecka.

 

Kończąc muszę jeszcze odnieść się do „ograniczenia praw rodzicielskich”. Prawo polskie nie zna takiego zwrotu. Kodeks rodzinny przewiduje owszem ograniczenie, ale władzy rodzicielskiej. Często rodzice słysząc, mówiąc ograniczenie praw rodzicielskich mają przed oczami koniec świata i perspektywę, tego, że ktoś na zawsze zabiera im dziecko. W rzeczywistości polskie przepisy dopuszczają ograniczenie władzy rodzicielskiej na wiele sposobów. Przykładowo - możliwe jest ograniczenie:

  • przez nadzór kuratora,
  • do współdecydowania o istotnych sprawach dziecka, takich jak m.in. wybór szkoły, sposobu leczenia czy choćby zgody na wyjazd za granicę.

Oznacza to tyle, że sąd może ograniczyć władzę rodzicielską wybierając określony sposób tego ograniczenia.

I tak - ograniczenie przez nadzór kuratora w praktyce oznacza, że rodzic zasadniczo wykonuje swoją władzę rodzicielską w dotychczasowy sposób, ale czuwa nad tym kurator, który cyklicznie odwiedza takiego rodzica i pisze sprawozdanie do sądu czy rodzic ten wykonuje swoją władzę prawidłowo.

Ograniczenie do współdecydowania polega na tym, że co prawda codzienną opiekę i wychowanie zapewnia rodzic z pełną władzą rodzicielską, ale w tych istotnych sprawach dziecka, jak np. m.in. wybór szkoły, sposobu leczenia czy choćby zgody na wyjazd za granicę – musi on porozumieć się i uzyskać zgodę drugiego rodzica. W tych istotnych sprawach dziecka każde z rodziców ma pełną władzę rodzicielską.

Z serialu nie dowiedzieliśmy się na czym polegało owo „ograniczenie praw rodzicielskich”. Domyślam się jednak, że reguły serialu żądzą się swoimi prawami, a nie przepisami kodeksów.

Jeśli, ktoś z czytelników miałby wątpliwości, co do innego odcinka zapraszam do zadawania pytań. Zachęcam też do dyskusji.

Partnerzy

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
25 0.12295794487